Kobiety uczą się, jak wyglądać dobrze,
a nie jak czuć się dobrze.
Presja wyglądu zaczyna działać znacznie wcześniej, niż większość kobiet potrafi ją nazwać. Dziewczynki szybko zauważają, że wygląd społecznie wyprzedza charakter. Jeszcze zanim dobrze poznają własne zdanie, już wiedzą, że istnieje „ładnie” i „nieładnie”, że jedne ubrania są bezpieczniejsze od innych, a niektóre części ciała należy polubić natychmiast albo nauczyć się skutecznie ukrywać.
Później robi się już tylko bardziej profesjonalnie.
Kobiety uczą się pozować do życia wcześniej niż do zdjęć. Wiedzą, pod jakim kątem ustawić się na fotografii grupowej, jak wciągnąć brzuch bez utraty możliwości oddychania i jak wyglądać na wypoczętą po tygodniu, który przypominał serię drobnych katastrof administracyjnych. Potrafią wykonać makijaż mający wyglądać naturalnie, choć jego powstanie wymaga piętnastu produktów, dwóch pędzli o niemal identycznym kształcie i cierpliwości godnej konserwatora zabytków.
Cała ta wiedza daje kontrolę nad obrazem.
Nie daje jednak spokoju.
Można wyglądać świetnie, zbierać komplementy i jednocześnie czuć się we własnym ciele jak gość, który za długo został na przyjęciu. Można znać swój korzystniejszy profil, odpowiednie światło i pozycję wyszczuplającą talię, a mimo to nie umieć spojrzeć na siebie bez natychmiastowego uruchamiania listy usterek.
Skąd bierze się presja wyglądu?
Kobiecy wygląd bardzo rzadko bywa traktowany jako zwykła cecha. Częściej funkcjonuje jak komunikat, wizytówka i publiczne sprawozdanie z tego, czy kobieta właściwie zarządza sobą. Powinna wyglądać młodo, ale nie desperacko. Seksownie, lecz z klasą. Naturalnie, choć najlepiej po starannie wykonanym makijażu. Powinna dbać o siebie, ale nie sprawiać wrażenia, że kosztuje ją to zbyt wiele czasu, pieniędzy albo wysiłku.
Regulamin pozostaje niejasny, za to komisja oceniająca pracuje przez całą dobę.
Internet tylko udoskonalił mechanizm, który istniał znacznie wcześniej. Teraz każda kobieta może oglądać setki dopracowanych twarzy i sylwetek jeszcze przed pierwszą kawą. Widzi wybrane kadry, korzystne światło, filtry i ujęcia publikowane dopiero po odrzuceniu kilkunastu mniej idealnych. Później spogląda na własne odbicie w łazience i porównuje codzienność z cudzą selekcją.
To porównanie nie jest uczciwe, ale odbywa się automatycznie.
Presja wyglądu nie polega wyłącznie na pragnieniu, żeby wyglądać atrakcyjnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy wygląd staje się głównym narzędziem oceny samej siebie. Dzień może być dobry albo zły w zależności od tego, jak układają się włosy. Spotkanie może być przyjemne albo zmarnowane przez zdjęcie wykonane z niewłaściwej strony. Sukienka może podobać się do chwili, w której kobieta zauważy na fotografii fragment ciała, którego nie planowała oglądać.
Wtedy wizerunek przestaje być dodatkiem do życia.
Zaczyna nim zarządzać.
Podczas sesji kobiecych widzę to szybciej, niż mogłoby się wydawać. Kobieta przychodzi przygotowana. Ma dopracowaną stylizację, makijaż i włosy. Wszystko jest na swoim miejscu. Po kilku minutach okazuje się jednak, że nie boi się samego aparatu. Boi się tego, co pomyśli o sobie, kiedy zobaczy zdjęcia.
Nie pyta wyłącznie: „Czy dobrze wyglądam?”.
Znacznie częściej pyta: „Czy fotografia potwierdzi wszystko, co od lat o sobie myślę?”.
Dlaczego dobrze wyglądać nie znaczy dobrze się czuć?
Profesjonalna sesja kobieca potrafi być emocjonalna nie dlatego, że aparat zmienia kobietę w kogoś innego. Zmienia się sposób patrzenia. Przednia kamera telefonu nie analizuje światła, charakteru ani napięcia. Rejestruje ułamek sekundy z odległości, która potrafi zmienić proporcje twarzy, a później zostawia właścicielkę zdjęcia samą z przyciskiem powiększenia.
Fotograf patrzy inaczej. Widzi gest, ruch, mimikę, sposób trzymania głowy i moment, w którym kontrola zaczyna być bardziej widoczna niż sama kobieta. Prowadzi pozowanie, zmienia światło, poprawia ustawienie dłoni, ale nie po to, żeby stworzyć fałszywą wersję osoby przed obiektywem. Chodzi o usunięcie przypadkowości, która przez lata udawała prawdę.
Jako fotograf kobiecy w Częstochowie obserwuję często chwilę, gdy klientka przestaje analizować każdy centymetr kadru. Na początku pyta o brzuch, ramiona, profil albo uśmiech. Później patrzy na zdjęcie i milknie.
Nie dlatego, że zobaczyła perfekcję.
Zobaczyła siebie bez znajomego komentarza biegnącego w tle.
Presja wyglądu uczy kobiety, jak być dobrze odbieranymi. Nie uczy ich, jak czuć się dobrze we własnej obecności. Dlatego można znać wszystkie zasady, wyglądać świetnie i nadal stać przed obiektywem z poczuciem, że za chwilę zostanie ujawniony jakiś błąd.
Dobra fotografia kobieca nie obiecuje, że kobieta zacznie zachwycać się każdym swoim zdjęciem. Nie powinna również udawać terapii ani produkować kolejnej historii o spektakularnej przemianie. Może jednak pokazać, że obraz noszony w głowie nie jest jedyną dostępną wersją.
Czasem największym zaskoczeniem nie jest to, że kobieta wygląda pięknie.
Jest nim odkrycie, że przez kilka minut nie musi pilnować, jak zostanie odebrana.
Może przestać kontrolować ułożenie twarzy, udowadniać własną atrakcyjność i wykonywać niewidzialną pracę polegającą na prezentowaniu odpowiedniej wersji siebie. Wtedy ciało powoli przestaje pozować do oceny. Ramiona opadają, oddech staje się spokojniejszy, a twarz traci wyraz osoby oczekującej na werdykt.
Właśnie w takich chwilach powstają fotografie, które zostają na dłużej. Nie dlatego, że pokazują kobietę bardziej idealną, młodszą czy szczuplejszą. Pokazują ją mniej zajętą sprawdzaniem, czy wygląda wystarczająco dobrze.
Presja wyglądu potrafi przebrać się za dbanie o siebie, estetykę i wysokie standardy. Granica pojawia się tam, gdzie wygląd przestaje sprawiać przyjemność, a zaczyna pełnić funkcję przepustki do spokoju.
Kobiety doskonale wiedzą, jak wyglądać dobrze.
Pytanie brzmi, ile z nich może sobie pozwolić, żeby przez chwilę w ogóle o tym nie myśleć.
