Pierwsza sesja kobieca.
Jak wygląda pierwsze 15 minut?
Pierwsza sesja kobieca bardzo rzadko zaczyna się od zdjęcia, które później trafia do portfolio. Najczęściej zaczyna się znacznie mniej spektakularnie: od odłożenia torebki, rozejrzenia się po studio i krótkiego momentu, w którym kobieta próbuje zrozumieć, co właściwie wydarzy się za chwilę. W głowie zwykle jest już cały zestaw pytań. Czy będę wiedziała, jak stanąć? Czy nie będę wyglądała sztywno? Co zrobię z rękami? Czy fotograf zauważy, że się stresuję? Czy pierwsze zdjęcia będą fatalne?
Nie oczekuję, że ktoś po wejściu do studia natychmiast przełączy się w tryb kobiety z kampanii perfum. Większość osób potrzebuje chwili, żeby oswoić przestrzeń, aparat i sam fakt, że przez najbliższy czas czyjaś uwaga będzie skierowana właśnie na nie. Pierwsze piętnaście minut nie służy więc temu, żeby udowodnić, że jesteś fotogeniczna. Służy temu, żeby przestać się zastanawiać, czy jesteś.
Pierwsza sesja kobieca nie zaczyna się od perfekcyjnego pozowania
Na początku rozmawiamy. Czasem jeszcze raz oglądamy przygotowane stylizacje, czasem zmieniamy kolejność, w jakiej miały być wykorzystane. Sprawdzam, jak materiał pracuje na sylwetce, jak wygląda kolor przy konkretnym świetle i czy pomysł, który dobrze wyglądał w głowie, równie dobrze działa w rzeczywistości. Sesja nie jest realizacją instrukcji wydrukowanej kilka dni wcześniej. Może się zmieniać, bo pracujemy z człowiekiem, nie z nieruchomym planem.
Pierwsze ustawienie wybieram zwykle tak, żeby nie wymagało od klientki nagłego wejścia w najbardziej odważną wersję siebie. Krzesło, fotel, ściana albo prosta pozycja stojąca pozwalają zacząć bez poczucia, że już w pierwszej minucie trzeba wykonać fotograficzny odpowiednik potrójnego salta. Kiedy pojawia się aparat, ciało staje się trochę bardziej świadome własnego istnienia. Ręce, które jeszcze chwilę wcześniej zachowywały się zupełnie normalnie, nagle zaczynają przeszkadzać. Ramiona unoszą się wyżej, uśmiech robi się odrobinę zbyt grzeczny, a kobieta zaczyna pytać wzrokiem, czy wszystko robi dobrze.
Nie poprawiam wtedy człowieka. Poprawiam ustawienie.
Przeniesienie ciężaru ciała na drugą nogę, delikatne opuszczenie barku, zmiana ułożenia dłoni, broda odrobinę niżej, spojrzenie poza obiektyw. Jedna rzecz na raz, ponieważ nikt nie wygląda naturalnie, kiedy jednocześnie próbuje kontrolować siedem fragmentów własnego ciała. Pierwsze zdjęcia są dla mnie również informacją. Widzę, jak klientka reaguje na wskazówki, które ustawienia są dla niej naturalne, gdzie pojawia się napięcie i czy lepiej działa na nią bardzo precyzyjne prowadzenie, czy raczej ruch i krótsze komunikaty.
Dwie kobiety mogą dostać zupełnie inne instrukcje, nawet jeśli stoją dokładnie w tym samym miejscu. To nie jest błąd w scenariuszu, tylko normalna część pracy z człowiekiem.
Co dzieje się w pierwszych 15 minutach sesji kobiecej?
Najczęściej znika potrzeba wykonywania wszystkiego perfekcyjnie. Nie zawsze dokładnie w piętnastej minucie, oczywiście, bo ciało nie pracuje według stopera. Jedna osoba po kilku kadrach zaczyna czuć się swobodniej, inna potrzebuje więcej czasu. Nie istnieje jedno właściwe tempo wchodzenia przed obiektyw.
Jest jednak moment, który podczas sesji widzę bardzo wyraźnie. Ramiona opadają, oddech się uspokaja, a kobieta przestaje pytać po każdym ruchu, czy tak jest dobrze. Zaczyna reagować zamiast wykonywać polecenia. Wtedy zmienia się też moja rola. Na początku prowadzę mocniej, pokazuję ruch, ustawiam kierunek, zwracam uwagę na dłonie i sylwetkę. Później wystarczy krótsza wskazówka, czasem jedno słowo, czasem gest.
Najlepszym sygnałem nie jest to, że klientka nagle zaczyna pozować jak modelka. Najlepszym sygnałem jest to, że przestaje próbować nią być.
Pierwsza sesja kobieca bardzo często zaskakuje właśnie tym. Kobieta spodziewa się serii póz, trudnych instrukcji i własnej niezręczności oglądanej przez kogoś zza aparatu. Tymczasem pierwsze minuty są znacznie bardziej zwyczajne. Rozmawiamy, próbujemy, poprawiam światło, pokazuję ustawienie, robimy zdjęcie, zmieniamy coś o kilka centymetrów i robimy kolejne. Fotografia powstaje z takich drobnych decyzji, a nie z jednego wielkiego momentu, w którym ktoś nagle „zaczyna dobrze wychodzić”.
Jako fotograf kobiecy w Częstochowie widzę też, jak szybko kobiety zaczynają interpretować pierwsze minuty jako ocenę siebie. Jeśli czują się sztywno, zakładają, że są niefotogeniczne. Jeśli nie wiedzą, gdzie spojrzeć, uznają, że nie potrafią pozować. Tymczasem to po prostu początek sytuacji, której nie robi się codziennie. Gdy wchodzisz do nieznanego miejsca, również potrzebujesz chwili, żeby poczuć się swobodnie. Aparat nie odbiera Ci tego prawa tylko dlatego, że stoi na statywie i wygląda profesjonalnie.
Pierwsze piętnaście minut nie mówi więc niczego o tym, czy „nadajesz się” do zdjęć. Pokazuje tylko, jak szybko ciało i głowa zaczynają oswajać nową sytuację. Dobra sesja nie zaczyna się od wymagania, tylko od prowadzenia.
Po kilkunastu minutach zwykle nie dzieje się żadna magiczna przemiana. Nadal jesteś tą samą kobietą, która weszła do studia chwilę wcześniej. Zmienia się coś znacznie ważniejszego: coraz mniej zastanawiasz się, co zrobić przed aparatem, bo coraz mniej musisz o tym myśleć.
Wtedy sesja naprawdę się zaczyna.
