Instagram latem wygląda jak konkurs na idealne życie
Presja Instagrama latem zmienia temperaturę szybciej niż prognoza pogody. Wystarczy kilka ciepłych dni, żeby ekran wypełnił się życiem, które najwyraźniej nie zna korków, rachunków, zmęczenia ani źle układających się włosów. Są wakacje na greckiej wyspie, śniadania podane na tarasie, sukienki falujące dokładnie w odpowiednim momencie i kobiety wyglądające tak, jakby lato było ich naturalnym środowiskiem, a nie porą roku wymagającą dezodorantu, cierpliwości i klimatyzacji.
Wszystko wygląda lekko. Spontanicznie. Bez wysiłku.
Nikt nie pokazuje jednak trzydziestu zdjęć, które powstały przed tym jednym. Partnera czekającego z telefonem w dłoni. Dziecka, które sekundę wcześniej wylało sok. Hotelowego pokoju znajdującego się poza kadrem ani kłótni o to, kto znowu nie sprawdził godzin śniadania.
Instagram nie kłamie wprost.
Robi coś znacznie skuteczniejszego. Pokazuje starannie wybrany fragment jako całość.
Właśnie dlatego latem porównujemy już nie tylko wygląd. Porównujemy wakacje, relacje, ciała, ubrania, domy, dzieci, pogodę, liczbę znajomych i zdolność do cieszenia się życiem w sposób, który dobrze wygląda w pionowym kadrze. Cudza selekcja zaczyna przypominać codzienność, a własna codzienność coraz częściej wygląda jak wersja robocza.
Dlaczego presja Instagrama rośnie właśnie latem?
Zimą życie można prowadzić bardziej dyskretnie. Dni są krótkie, ubrania grubsze, a społeczna potrzeba dokumentowania każdej chwili nieco słabsza. Lato zwiększa widoczność. Ciała, podróży, spotkań, tarasów i wszystkiego, co można wykorzystać jako dowód na to, że ten sezon został odpowiednio przeżyty.
Nie wystarczy odpocząć. Trzeba jeszcze wyglądać jak osoba, która odpoczywa.
Nie wystarczy pojechać na urlop. Miejsce powinno nadawać się do pokazania, pogoda współpracować, a ciało najlepiej prezentować się w stroju kąpielowym bez śladów po siedzeniu, jedzeniu i zwykłym funkcjonowaniu. Nawet relaks zaczyna przypominać projekt z terminem realizacji, listą ujęć oraz kontrolą jakości.
Presja Instagrama działa właśnie dlatego, że rzadko wygląda jak przymus. Nikt nie każe kobiecie porównywać własnego brzucha z ciałem osoby sfotografowanej przy basenie. Nikt nie wymaga, żeby sprawdzała, gdzie znajomi spędzają wakacje i dlaczego ich życie wydaje się bardziej kolorowe. Mechanizm uruchamia się sam, cicho i bardzo sprawnie.
Najpierw pojawia się zdjęcie.
Później krótka myśl: ona wygląda lepiej.
Następna dotyczy miejsca, pieniędzy, związku albo własnego życia. W ciągu kilku sekund fotografia obcej osoby staje się punktem odniesienia dla całego dnia. Nie wiadomo, co wydarzyło się przed wykonaniem kadru ani co stało się chwilę później. Wiadomo jedynie, że na zdjęciu wszystko znajduje się na swoim miejscu.
Tyle wystarczy, żeby własne życie zaczęło wyglądać na źle skomponowane.
Kobiety są szczególnie dobrze przygotowane do takiego rodzaju porównań. Od lat uczą się oglądać siebie z zewnątrz. Zastanawiać się, jak wyglądają, jak są odbierane i czy prezentują się odpowiednio do okazji. Instagram nie stworzył tego mechanizmu. Dał mu jedynie całodobowy dostęp do setek materiałów porównawczych.
Latem dochodzi do tego jeszcze ciało. Krótsze ubrania, zdjęcia w pełnym słońcu, spontaniczne ujęcia ze spotkań i znajome pytanie, czy na pewno można opublikować fotografię, na której brzuch nie wygląda wystarczająco płasko. Nawet przyjemny dzień może zostać sprowadzony do jednego kadru, na którym ręka wydaje się za szeroka albo twarz nie przypomina wersji znanej z lustra.
Nie chodzi już o to, co się wydarzyło.
Liczy się, jak to wyglądało.
Nie porównujemy życia z życiem. Porównujemy kulisy z reklamą
Największy problem nie polega na tym, że zdjęcia publikowane na Instagramie są ładne. Estetyka nie jest przestępstwem, a świadomy wybór światła czy kadru nie oznacza automatycznie manipulacji. Sama jako fotograf wiem, ile decyzji stoi za obrazem, który sprawia wrażenie naturalnego.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zapominamy, że patrzymy na decyzje.
Kadr został wybrany. Światło ocenione. Tło sprawdzone. Inne fotografie odrzucone. Czasem poprawiono kolory, skórę, sylwetkę albo elementy, które przeszkadzały w zbudowaniu określonego wrażenia. Odbiorczyni nie ogląda więc czyjegoś dnia. Ogląda jego reprezentanta wybranego spośród wielu kandydatów.
Własnego życia nie ogląda jednak w taki sposób. Widzi zmęczenie, bałagan, nieudane zdjęcia, rachunki, kłótnie, cellulit i wszystkie chwile, które nigdy nie trafiłyby do publikacji. Porównuje więc pełny dostęp do własnych kulisów z cudzą reklamą.
Wynik jest przesądzony jeszcze przed rozpoczęciem konkursu.
Podczas sesji kobiecych widzę, jak głęboko ten sposób patrzenia potrafi wejść pod skórę. Kobieta staje przed obiektywem i natychmiast chce ocenić siebie według standardu zbudowanego z setek cudzych fotografii. Sprawdza brzuch, profil, ramiona i to, czy wygląda wystarczająco swobodnie. Próbuje odtworzyć efekt, nie widząc procesu, który doprowadził do zdjęć traktowanych jako punkt odniesienia.
Profesjonalna fotografia również jest wyborem. Nie udaje surowej, obiektywnej prawdy o człowieku. Światło, perspektywa, poza i moment naciśnięcia migawki wpływają na efekt. Różnica polega na tym, że podczas dobrej sesji te narzędzia nie powinny służyć produkowaniu kobiety, która ma udawać kogoś innego. Mają pozwolić zobaczyć ją bez przypadkowości przedniej kamery, ostrego światła przymierzalni i spojrzenia, które od początku szuka wyłącznie wad.
Czasem największym zaskoczeniem klientki nie jest to, że dobrze wygląda. Jest nim odkrycie, że można być na zdjęciu bez konieczności wygrywania z innymi kobietami.
Presja Instagrama przekonuje nas, że cudzy obraz jest informacją o naszej wartości, że czyjeś wakacje oznaczają, iż nasze są niewystarczające. Cudza sylwetka staje się komentarzem do własnego ciała, a czyjś uśmiech dowodem, do tego by nasze życie powinno wyglądać inaczej.
Tyle że fotografia nie jest werdyktem. Jest fragmentem.
Jedną sekundą wyjętą z dnia, który przed kadrem i po nim nadal był zwyczajnym życiem. Z opóźnionym lotem, piaskiem w torbie, zmęczeniem, kiepskim humorem oraz ludźmi próbującymi przez chwilę wyglądać tak, jak chcieliby zostać zapamiętani.
Instagram latem rzeczywiście przypomina konkurs na idealne życie.
Najbardziej przewrotne jest jednak to, że większość uczestniczek jednocześnie organizuje konkurs, występuje w nim i przyznaje sobie ostatnie miejsce.
Może właśnie na tym polega presja Instagrama.
Nie na oglądaniu cudzych zdjęć, ale na zapominaniu, że każde z nich ma krawędzie, poza którymi nadal trwa zwyczajne życie.
