Czy trzeba schudnąć do sesji kobiecej?

Kobieta podczas sesji kobiecej pokazująca, że nie trzeba schudnąć przed sesją zdjęciową.

Czy trzeba schudnąć przed sesją zdjęciową?

Schudnąć przed sesją zdjęciową planuje zaskakująco wiele kobiet. Nie zawsze mówią o tym wprost. Czasem zdanie pojawia się już podczas pierwszej rozmowy: „Martyna, zrobię u Ciebie sesję, ale najpierw muszę trochę schudnąć”. Czasem przybiera bardziej elegancką formę. Może za kilka miesięcy. Jeszcze nie teraz. Wrócę do tematu, kiedy będę lepiej wyglądać.

Sesja nie zostaje odrzucona. Zostaje przesunięta do czasu, aż pojawi się lepsza wersja siebie.

Problem w tym, że ta wersja ma wyjątkowy talent do odsuwania się o kolejne kilka kilogramów. Kiedy znika brzuch, który miał być przeszkodą, uwagę przejmują uda. Później ramiona, skóra, profil, zmarszczki albo sposób, w jaki ciało układa się podczas siedzenia. Lista nie kończy się wraz ze spadkiem liczby na wadze, ponieważ najczęściej nigdy nie chodziło wyłącznie o wagę.

Chodziło o zgodę na bycie widzianą.

Dlaczego chcesz schudnąć przed sesją zdjęciową?

Pytanie o odchudzanie przed sesją brzmi praktycznie. Można je zmierzyć, zaplanować i rozpisać na tygodnie. Kilogramy dają pozorne poczucie kontroli. Łatwiej powiedzieć sobie, że termin będzie odpowiedni po osiągnięciu konkretnej liczby, niż przyznać, że największy stres wywołuje wyobrażenie własnego ciała na gotowych fotografiach.

Wiele kobiet nie boi się aparatu. Boi się, że aparat stanie po stronie ich wewnętrznego krytyka.

Że potwierdzi wszystko, co od lat mówią sobie przed lustrem. Że pokaże brzuch dokładnie tak, jak obawiają się go zobaczyć. Że nie ukryje wieku, asymetrii, zmian skóry ani fragmentów sylwetki, które dawno temu zostały wpisane na prywatną listę rzeczy niedopuszczalnych.

Przekonanie, że trzeba schudnąć przed sesją zdjęciową, często działa więc jak bezpieczny wybieg. Dopóki termin pozostaje w przyszłości, nie trzeba konfrontować obrazu noszonego w głowie z rzeczywistą fotografią. Można nadal wierzyć, że obecna wersja siebie nie nadaje się do pokazania, a ta przyszła wreszcie będzie spokojniejsza, swobodniejsza i bardziej fotogeniczna.

Tyle że spokój rzadko przychodzi razem z mniejszym rozmiarem.

Można schudnąć i nadal ustawiać się bokiem na każdym zdjęciu. Można zmienić sylwetkę i natychmiast znaleźć kolejną część ciała wymagającą kontroli. Można osiągnąć cel, po czym przesunąć granicę „wystarczająco dobrze” jeszcze dalej. Ciało się zmienia, ale sposób patrzenia potrafi zostać dokładnie w tym samym miejscu.

Internet tylko wzmacnia ten mechanizm. Codziennie oglądamy obrazy wybrane spośród dziesiątek ujęć, wykonane w najlepszym świetle, z odpowiedniej wysokości i po starannym przygotowaniu. Później porównujemy je z przypadkowym zdjęciem z telefonu, odbiciem w przymierzalni albo twarzą zobaczoną rano w łazienkowym świetle.

To porównanie jest ustawione od początku. Jedna strona przychodzi po castingu, druga została złapana bez ostrzeżenia.

Sesja kobieca nie jest nagrodą za mniejszy rozmiar

Fotografia kobieca nie powstała po to, żeby wręczać certyfikat atrakcyjności kobietom, które ukończyły pracę nad sylwetką. Sesja nie jest metą po zakończonej walce z ciałem ani uroczystym dokumentem potwierdzającym, że od tej chwili można już znaleźć się przed obiektywem.

Dobra sesja pokazuje kobietę w konkretnym etapie życia. Nie wersję po korekcie, lecz osobę, która istnieje teraz. Z historią zapisaną w spojrzeniu, sposobie poruszania się, napięciu ramion, pewności siebie albo jej chwilowym braku. To właśnie te elementy budują fotografię. Nie liczba wszyta w metkę sukienki.

Podczas sesji kobiecych regularnie obserwuję, jak szybko rozpadają się wyobrażenia stworzone na podstawie przypadkowych zdjęć. Kobieta przychodzi przekonana, że będzie trzeba ukryć połowę jej ciała. Kilka kadrów później widzi nie zbiór fragmentów przeznaczonych do poprawy, lecz spójną osobę.

Nie dlatego, że wydarzył się cud.

Po prostu po raz pierwszy patrzy na siebie w warunkach, które nie zostały zaprojektowane przeciwko niej.

Światło ma znaczenie. Perspektywa ma znaczenie. Prowadzenie podczas pozowania także ma znaczenie. Fotograf kobiecy nie stoi jednak za aparatem po to, żeby oszukać rzeczywistość. Jego zadaniem jest zobaczyć całość tam, gdzie klientka od lat ogląda wyłącznie wybrane centymetry.

Jako fotograf kobiecy w Częstochowie nie oczekuję od kobiety, że przyjdzie do studia przygotowana do oceniania. Nie musi umieć pozować, znać swojego „lepszego profilu” ani kontrolować każdego ruchu. To część mojej pracy. Sesja ma być prowadzona, a nie zdawana.

Najbardziej znaczący moment często pojawia się wtedy, gdy pokazuję pierwsze ujęcia. Pada krótkie pytanie: „Naprawdę tak wyglądam?”. Nie ma w nim rozczarowania. Jest zaskoczenie, że obraz utrwalany przez lata nie był jedyną możliwą wersją prawdy.

Nie trzeba schudnąć przed sesją zdjęciową, ponieważ dobre zdjęcie nie jest nagrodą za posłuszeństwo wobec własnych kompleksów. Możesz chcieć zmienić wagę, trenować, dbać o zdrowie albo pracować nad sylwetką. Żadna z tych decyzji nie wymaga jednak zawieszenia obecnej siebie do czasu zakończenia projektu.

Można odkładać sesję przez pół roku. Potem przez rok. Można czekać na lepszy moment, bardziej płaski brzuch, spokojniejszy tydzień i ciało, które wreszcie nie zgłosi żadnych zastrzeżeń. Taki dzień może nie nadejść, bo ciało nie jest nieruchomym obrazem. Zmienia się razem z życiem.

Pytanie nie brzmi więc wyłącznie, czy trzeba schudnąć przed sesją zdjęciową.

Warto zapytać, dlaczego dobre zdjęcia zostały uzależnione od liczby, której jeszcze nie ma.

Życie nie zaczyna się kilka kilogramów dalej.

Zdjęcia również nie muszą.

Przeczytaj również

Lato nie odkrywa ciała. Lato odkrywa relację z nim.
Najbardziej stresujące przed sesją nie jest...
Przewijanie do góry